W ostatnim czasie pojawiło się wiele trudnych wypowiedzi medialnych wielkich „Ktosiów”. Oprócz tego, że zagarniają oni nam ostatnio coraz i tak mniejszą przestrzeń w ogóle, to jeszcze raczą nas wypocinami myśli i słów, co do których można mieć poważne wątpliwości. Jakie to wątpliwości? A no takie, że takim Ktosiom takie słowa są pisane. Ktoś to podpowiada. Dla mnie ważne jest to, że za tymi słowami chcę stanąć ja, sam, osobiście. Chcę być odpowiedzialny za myśl, słowo, które wypowiadam. Często tym wyznacznikiem jet moja wiara. I ona rzeczywiście gani grzeszne czyny. Nie odrzuca jednak człowieka, bo on jest drogą Kościoła, czyli także Chrystusa. Zachęcam , by iść za tym, co prawe i słuszne.
Tak to się ułożyło, że żyjemy w Polsce, gdzie w dyskusji dwóch Polaków są zawsze trzy opinie. Wieczne spory, oby nie po śmierci. Ze słowa Bliźni już łatwo przez zniewagę dotrzeć do słowa Blizny, które w nim pozostaną. Otwartość to nie tolerancja przegięć i nadużyć. W chrześcijaństwie mamy dążyć do spotkania Chrystusa w drugim człowieku.
Niech mi będzie jeszcze wolno powołać się na ważny dla mnie autorytet kapłański, jakim był sp. ks. Jan Kaczkowski. I choć go w latach kapłańskich już przeżyłem, (a podobno młody jeszcze jestem) to nadal inspirują mnie jego wypowiedzi, wywiady. Nie straciły na wartości. Nie pokryły się pajęczyną starości.
Oto te słowa: