Silna lina

Zabawne było wczorajsze wspomnienie i rozważanie Słowa Bożego. Zdałem sobie sprawę, że w liturgii można odnieść się do 40-stu Męczenników z Sebasty. Niby nic. Zostawiłem to, bo wydało mi się zbędne. Potem przeżyłem niezapomnianą podróż do kina ze znajomymi. O samym filmie „Kong: Wyspa Czaszki” nie napiszę nic szczególnego, sama atmosfera była najważniejsza. Wróciłem jakiś wewnętrznie nie spełniony.
Wróciłem do tych męczenników. Zaraz, zaraz, przecież oni pochodzili z tego samego miasta, co św. Błażej.Ten niezwykły biskup uratował od śmierci młodego chłopca, który zadławił się ością. A tu jeszcze sporo zrobił dla swoich ludzików.
Hmmm, i jeszcze ci męczennicy. Można w jednym miejscu doświadczyć męczeństwa, chrztu krwi i radości odzyskania zdrowia. Podróże kształcą.

Mówi św. Bazyli: ” Jeśli chcesz zostać świętym, musisz być czujny we wszystkim, co robisz i co czujesz, byś nigdy nie stał się ociężały przez zbytną troskę o to, by zyskać przychylność ludzi. Nie chciej podobać się nikomu innemu jak tylko Bogu”.

Milczenie vol. 2

Na filmie byłem z kilkoma osobami. Gdy wychodziliśmy, niemal każdy miał poruszenie wymalowane na twarzy. To film, który boli. Nie jest to jednak obraz filmowy w stylu martyrologicznym, jak film Misja
On boli jakoś inaczej. Stawia dużo pytań. I wydaje mi się, że nie powinno się zbyt łatwo uciszać w sobie niepewności i niepokoju: co ja bym zrobił, jak bym to rozwiązał.

Więcej, tu nie chodzi o to, co bym zrobił, gdyby, ale o to, co robię teraz z moją wiarą i jak ją postrzegam. Na co dzień nie stawiamy sobie wielu ważnych pytań, ponieważ, na szczęście, rzadko konfrontowani jesteśmy z takimi próbami i dylematami moralnymi, o jakich mowa w filmie. Takim motywem jest mord i bestialstwo, represje wobec niewinnych ludzi. Ta walka, która przynosi tak wielki strach.

Z pewnością zostanie mi w oczach scena ukrzyżowania trzech mieszkańców wioski. Zostaje wydany wyrok na nich tylko dlatego, że ukrywają księży. Ta scena, która nie pozostawia obojętnym, jest w barwach wszędobylskiej w tym filmie szarości. Panuje tam taki skandynawski a dokładniej islandzki klimat zimna. Osobiście też przeżyłem scenę spowiedzi całonocnej, kiedy nowi kapłani musza zmierzyć się chociażby z ilością spowiedzi po tylu latach braku duchownych czy też języka. Nie zawsze rozumieją, co mówią przystępujący do tego sakramentu. Pomyślałem sobie, czy w konfesjonale te tak czasem nie jest. Zrozumienie motywacji do popełnienie tego czy innego grzechu u ludzi przychodzi z czasem.

Niezwykle uderzyło mnie powtarzane wiele razy deptanie wizerunku Chrystusa umęczonego. Bóg, który daje się zdeptać. Tak mocno przylgnąć chciał do człowieka. Taka scena z Ogrójca.
i jeszcze siedmiokrotne przebaczenie zdrajcy Kichijiro. W tym filmie naprawdę wybrzmiewa to zdanie z Ewangelii: czy aż siedem razy mam przebaczyć??? (por. Mt 18, 21-35).
Na pewno film godny uwagi. Daje do myślenia, choć jest niezwykle trudny w odbiorze. Popcorn jednak podczas filmu nie chrupie a pepsi raczej nie leje strumieniami. Kurosawa czy Mizoguchi są zadowolenie też z pokazania Kraju Kwitnącej Wiśni.

Milczenie – historia o Bogu, który pozwolił się deptać

Mawiamy czasem pod nosem: „Milczenie jest złotem”
To zwykle trudne sytuacje powodują, że wielość słów może być nie warta wypowiedzenia, jakoś taka niestosowna. A co powiedzieć w sytuacji, gdy za słowa można zginąć?
Parę dni temu obchodziliśmy drugą rocznicę śmierci 21 Koptów, którzy za wiarę zginęli na plaży libijskiej. Cała egzekucja odbiła się wielki echem w mediach…ale dopiero po 2 tygodniach! Jak cenna jest dziś chwila życia człowieka w mediach? A tu było 21 ludzi. I zginęli za wiarę, o czym rzadko kto dziś o tym wspomina. Pamiętam, jak w naszej parafii, podczas Gorkich Żali modliliśmy się za nich, za ich rodziny oraz…za oprawców. Wywołało to niemałe poruszenie wśród wiernych. Jak to modlić się za szubrawców? TAK!

Z tym nieco może przydługim i pesymistycznym wstępem chciałbym Ciebie zaprosić do obrazu filmowego Milczenie w reż. Martina Scorsese. Niezwykły to film. Scenariusz został napisany już 28 lat temu, ale aż tyle czasu musieliśmy czekać na finał. Właściwie mógłbym dodać, że to oczekiwanie raczej było znane dopiero od 5-6 lat. Sam reżyser zmagał się z wieloma przeciwnościami, by to dzieło mogło powstać. To też niesamowicie ciekawa droga samego reżysera, który przecież urodził się w katolickiej rodzinie. Jednak jego droga wiary jest nadal nieco „pomarszczona”.
Czym jest ten film?
Wszystko w nim dzieje się w XVII w. w Japonii, gdzie bardzo młodzi i nie doświadczenie misjonarze zderzają się z zastaną rzeczywistością. Trafiają tu z Portugalii. W tym czasie w Japonii każdy przejaw wiary jest karany śmiercią a za wydanie kogoś praktykującego czeka wysoka nagroda. Wiara katolicka jest wyjęta spod prawa. Młodzi bohaterowie, których gra dwóch utalentowanych aktorów, tj. Andrew Garfield i Adam Driver, muszą odnaleźć zaginionego zakonnika. Jest on dla nich mentorem, mistrzem, który według plotek zrzekł się wiary. Oni w to nie wierzą, ale ta podróż ku jądru ciemności mienia ich podejście do życia. Każe im stawiać pod znakiem zapytania wszystko w co wierzą.

Cała historia powstała na podstawie książki Shusaku Endo. Wir dramatu, który jest tam przedstawiony, ma niezwykły walor konfrontacji treści z życiem reżysera Martina Scorsese. Sam film jest nawet jakimś dyskursem z jego życiem. Konflikt zewnętrzny jest w sumie oczywisty. Zderzenie dwóch cywilizacji, Zachodu i Wschodu. Martina interesuje przed wszystkim wnętrze. Taki moralny dylemat, że muszę wybierać to, w co wierzę. I cena może być bardzo wysoka. Jeśli wyrzeknę się siebie, jeśli poświęcę swoje najgłębsze pragnienia, zginie wiele istnienie.

Jestem niezwykle ciekawy, jak to zderzenie zostanie ukazane. Sporo się już naczytałem o ścieżce Scorsese w wierze. Jak wspomniałem, jest on katolikiem. Nie kręci jednak moralitetu. Takie wyciągam pierwsze wnioski po różnego rodzaju wywiadach z nim, czy też fragmentów książki.
Czekam i podzielę się niedługo tym, co obejrzę.
Polecam już od tego weekendu ten film.
P.S. Za jakiś czas pojawi się zapewne podsumowanie TOP najlepszych filmów i seriali 2016 roku w mojej, jakże subiektywnej ocenie.

Po kolędzie part 1

>Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem,
na darmo i na nic zużyłem me siły.
Lecz moje prawo jest u Pana
i moja nagroda u Boga mego.
Wsławiłem się w oczach Pana,
Bóg mój stał się moją siłą. Iz 49, 4-5b

9 kilo… Tyle mi przybyło po kolędzie.
Niby jest się z czego cieszyć. Ludzie ponownie okazali się wdzięczni i objawiło się to chociażby w posiłkach.

Z tego tytułu postanowiłem zainwestować w siebie. Zaszedłem do sklepu dla mięśniaków fitness#bądźszczupły#coś tamcośtam Pomyślałem – to jest ten moment, to jest to.
Pani okazała się być bardziej wygadana ode mnie. W sumie zaszedłem po jedną rzecz, wyszedłem z kilkoma. A to jeszcze się przyda i to i to.
Uszczupliłem na razie swój portfel.
Hmm, na początek w sumie może wystarczy…
…tego chudnięcia

Ty wiesz

” Wcześnie osiągnąwszy doskonałość, przeżył czasów wiele. Dusza jego podobała się Bogu, dlatego pospiesznie wyszedł spośród nieprawości. A ludzie patrzyli i nie pojmowali, ani sobie tego nie wzięli do serca, że łaska i miłosierdzie nad Jego wybranymi i nad świętymi Jego opatrzność” Mdr, 4 ,13-15

Jak niepozorne spotkanie mogą urosnąć do rangi odkrycia, iż w tej czy innej rozmowie miałeś do czynienia z samym Bogiem…
To niezwykłe odkrycie z ostatniego tygodnia. Niestety, to odkrycie jest zapoczątkowane śmiercią męczeńską misjonarki z Polski. Nigdy bym nie pomyślał, że spotkanie z ludźmi- jakiś dłuższy czas temu, rozogni, rozpali charyzmat modlitwy za tych wszystkich, którzy tak odważnie chcą wyjechać i głosić Ewangelię w świecie. A są to czasem miejsce tak odległe, że nie jesteśmy w stanie znaleźć ich zbyt szybko na mapie czy też globusie Polski 😉

Kto by pomyślał, że spotkanie z Tereską Kmieć, wspaniałą dziewczyną i Anią, może mieć tak daleko idące skutki. Przecież dla Pana Boga jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień (por. Ps 90 oraz 2 P 3, 8).
Wtedy wraz z owymi dwiema dziewuchami podjęliśmy rekolekcje dla młodzieży w Rybakach. To było jakieś 4 lata temu.
Kto by pomyślał, że będą one tak trudne, a ja przeprowadzę je tylko i wyłącznie dzięki zaangażowaniu, modlitwie i cierpliwości tej dwójki.
Kto by pomyślał, że pół roku później będę już w Rybakach mieszkał i na rok stanę się gospodarzem tego miejsca w duszpasterstwie.
Kto by pomyślał, że siostra Tereski da świadectwo w tak męczeński sposób parę lat później.
Dziś wspominam ten czas, bo wierzę, że człowiek jest nam dany i zadany. Że świadectwo takich osób, jak Ania, Tereska, czy też jej siostra śp. Helenka to niezwykłe doświadczenie spotkania z Bogiem żywym. Aż chce się powiedzieć: Wierzę w Ciebie, Boże, Żywy, w Trójcy Jedyny i Prawdziwy, wierzę w coś objawił Boże, Twe Słowo mylić nie może.
Temu Słowu zawierzyła swoje życie śp. Helenka, temu Słowu uwierzył Piotr, kiedy Pan Jezus zapytał go: wiesz, ze Cię kocham? („Panie, Ty wszystko wiesz, wiesz, że Cię kocham” J 21, 17)
Wierzysz temu Słowu?

Jeśli nie, masz wątpliwości, czy też zmagasz się z czymś, to pamiętaj, że dziś za Ciebie się modlę. Właśnie tym fragmentem Ewangelii – J 21, 17. Wierzę Panie, że Ty go/ją kochasz.

A na koniec niech zabrzmi taka pieśń „Wierzyć jak Piotr”. Usiądź i posłuchaj
https://www.facebook.com/pg/WolontariatMisyjnySalvator/videos/?ref=page_internal

Z błogosławieństwem

Dotyk

A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Mk 5, 23nn

Jak trudno o coś prosić… A tu jakieś dotknięcie, chociaż to musi wystarczyć tej kobiecie. Jak smutna musiała być. Zapewne ukrywała tę swoją intymną przypadłość. Jak smutna musiała być, bo chciała się dotknąć tylko Jego płaszcza. A czemu nie szukała dotyku ciała? Przez swoją chorobę już zapomniała, jak wiele można zdziałać dotykiem, obecnością. Wybrała tę formę, zapewne bezpieczniejszą. Nikt nie zauważy…
On jednak zauważył. Jak trzeba uważnie patrzeć na to o co się prosi Boga…bo jeszcze zauważy…

Dobrego dnia

Przy-mierzyć zbawienie

przymiarka – ot takie słowo, odzieżowe.
Ważne dla każdej kobiety, dziewczyny. Ważne z różnych przyczyn, niekoniecznie jest odsłonięta ta wiedza przed facetem. Coś, co się podoba facetom, zwykle nie idzie w parze z pomysłem i „rzuceniem okiem” na chociażby strój przez kobiety. Przymiarka. Trudna chwila; trzeba się zdecydować czy to pasuje czy też nie. Czy warto się w to stroić? Najistotniejsze jest, czy leży na mnie. To finał przymiarki.
Ile czasu potrzebował Bóg, by przymierzyć Syna Bożego do nas? Mówi bowiem Pismo, że Syn nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, by przyjąć postać Sługi (por. Flp 2, 6-7)

Dzisiejsze pierwsze czytanie mówi o tym, że Pan zawarł przymierze. Ono ciągle ewoluowało. Tak jak na przymiarce. Tu odciąć, tu odłożyć, nie taki fason, itd. Pan Bóg czekał, aż przy-mierze Jego zbawienie.
Czy na mnie pasuje? Tak, mimo mojej grzeszności wciąż czuje Jego obecność. Modlę się dziś za Ciebie. Przy-mierzaj ze mną. Jest skrojone na nas w sam raz.

Pasuje?

Odszedł od zmysłów

(Hbr 9,1-3.11-14)
Pierwsze /przymierze/ miało przepisy służby Bożej oraz ziemski przybytek. Był to namiot, w którego pierwszej części zwanej /Miejscem/ Świętym, znajdował się świecznik, stół i chleby pokładne. Za drugą zaś zasłoną był przybytek, który nosił nazwę „Święte Świętych”.

Nasuwa się proste pytanie: po co to czytać? Jest tyle piękniejszych fragmentów Pisma św.. Za chwilę będzie na ołtarzu Chrystus, to o Nim powinno być. Patrzę na dzisiejszą Ewangelię a tam: Mówiono bowiem: Odszedł od zmysłów (por. Mk 3, 21) …taaa…coś wspaniałego.
Klucz do zrozumienia tej historii tkwi w tym pierwszym fragmencie. Zanim kapłan wszedł do wewnątrz Namiotu, musiał pokonać całkiem sporo rzeczy po drodze, wszystko to miało formę rytu, ściśle określone. Ale nie było puste w tym rytuale. Miało ogromny sens dla wchodzącego. Zbliżał się przecież do PRZYBYTKU, czy za chwilę będzie rozmawiał z Panem, czynił ofiarę.
My także, jeśli wchodzimy do świątyni, zanurzamy rękę w chrzcielnicy, czynimy znak krzyża. Potem nastaje cisza kościelna, która jest jakaś inna w świątyni, niczym nie zmącona. To wejscie nie przypomina ci tego fragmentu z listu do Hebrajczyków. Ryt jest potrzebny każdemu z nas, inaczej…odejdziesz od zmysłów. Coś wejdzie w twój rytm dnia, poranka, wieczoru, codzienności. I zabierze życie. I oto tu chodzi. Dlatego w Ewangelii Jezus dziś nie szczędzi czasu, ludzie są zdziwieni, a on nadal działa, nadal zbliża, choć w tym fragmencie jest słabo zrozumiany przez współziomków.
Zanim przyjdzie Komunia, jest pożywienie innego typu. Bez niego możemy zrujnować swój czas. Będziemy głodni, zanim przyjdzie ten, który karmi. Odejdziemy od zmysłów.

św. Adrian z Canterbury

Święci są jak pokruszone kawałki chleba. Nie ulepisz z nich już chleba, ale konsumując je, możesz poczuć prawdziwy smak źródła
ks. Adrian (15 stycznia 2017 r.)

ADRIAN z Canterbury, ihumen 9/22 stycznia.
Pochodził z Afryki. W wieku ok. 10 lat przybył z rodziną do Neapolu, uciekając przed arabską inwazją. Wstąpił do klasztoru benedyktynów niedaleko Monte Cassino. Został z czasem opatem Niridanum, klasztoru na wyspie Nisida w Zatoce Neapolitańskiej.
Rzymski papież św. Witalian zamierzał osadzić go na arcybiskupiej katedrze Canterbury po zmarłym w 664 roku św. Deusdedicie. Jednak Adrian uznał siebie niegodnym, upraszając papieża, by wyznaczył w tym celu greckiego mnicha Teodora. Papież ustąpił, ale pod warunkiem że święty będzie towarzyszyć Teodorowi w podróży po Anglii oraz stanie się jego doradcą w zarządzaniu diecezją.
Po opuszczeniu Rzymu w 668 roku Adrian został zatrzymany we Francji przez majordoma (marszałka dworu) Ebroina, który podejrzewał iż święty udaje się do angielskich królów z tajną misją od cesarza Konstansa II. Po dwóch latach Ebroin przekonał się, że jego podejrzenie było bezpodstawne i pozwolił Adrianowi na podróż do Anglii.
Po przybyciu, arcybiskup Teodor wyznaczył go jako ihumena klasztoru św. Apostołów Piotra i Pawła w Canterbury. Adrian towarzyszył Teodorowi w jego apostolskich wizytach po kraju, pomagając rozsądną radą w sprawie zmiany miejscowych obyczajów kościelnych na rzymskie. W ten sposób święty przyczynił się do utrwalenia chorału gregoriańskiego w angielskich kościołach. Adrian był jednym z najlepiej wykształconych ludzi epoki na Zachodzie.
Święty zrobił wiele dla rozwoju nauki w Anglii, uczył greki i łaciny, tłumaczył na staroangielski. Od jego czasów uczelnia Canterbury staje się centrum kształcenia w Anglii, przyczynił się do założenia szkół również w innych częściach kraju. Uczelnie wykształciły licznych świętych, uczonych i kaznodziejów, którzy w ciągu następnego stulecia podtrzymywali światło wiary chrześcijańskiej w państwie Franków i Germanów.
Jednym z jego uczniów był św. Aldhelm. Po 39 latach służby w Anglii święty dnia 9 stycznia 709 roku odszedł do Pana. Został pochowany w Canterbury. Adrian jest czczony lokalnie jako święty celtycki i brytyjski. Adrian to imię pochodzenia łacińskiego, oznacza „pochodzącego z regionu morza Adriatyckiego”.

Wszystko w tym żywocie ma ogromne podłoże Bożej łaski. Mój patron był niezwykle wierny, szukał i odnajdywał Boże działanie w Słowie. Zawsze zastanawiające jest to, że takie mnóstwo czasu upłynęło od jego śmierci, a pamięć o nim i jemu podobnych iro-szkockich mnichach, trwa tam nieustannie. Może dlatego, kiedy Zmarł 9 stycznia 710 roku i został pochowany w klasztornym kościele, Jego grób stał się miejscem licznych pielgrzymek za sprawą cudów. Kiedy nastąpiło otwarcie grobu w roku 1091, ciało znaleziono w nienaruszonym stanie.
Takie fakty mrożą krew w żyłach. Ale tylko po ludzku. Na pierwszym miejscu widać wiarę tych ludzi. Odmawiamy przecież w naszym CREDO, iż wierzę…w świętych obcowanie. A co to znaczy? Na początku, że życie tego i czy innego świętego bądź błogosławionego, jest dla mnie inspirujące. Kawałek jego drogi życiowej buduje moją ścieżkę, moje wędrowanie do Boga.
Jak wiele jest w tym żywocie spójności z moim życiem. Jakich? Obecnie stacjonuję w parafii św. Ap. Piotra i Pawła. Jest mi bliskie życie anachoretów, ihumenów. św. Adrian był niezwykle twórczy, ja też staram się iść tą drogą. Z zamiłowania muzyk. I ja. Wprowadzał chorał, ja z niego wyrosłem. W ten sposób odkryłem fantastyczne podwaliny każdego pięknego śpiewu w kościele.
Kształcił również kaznodziejów a ta część mojego życia jest absolutnie mi najbliższa. Umieć przepowiadać, to trudny kawałek chleba. Nie łatwo już dziś mówić Ewangelią.
I na koniec. Kapitalny z Niego ewangelizator. Przebył całą Europę i nie przestraszył się niczego. Rozważał, karmił się i w każdym miejscu siał.

Piękny człowiek. Czerp z Niego. I módl za Jego wstawiennictwem.

P.S. Na początku swojej drogi musiał uciekać przed inwazją muzułmanów. Jakie to współczesne? Uciekł, ale też pokazał późniejszym życiem, że europejską kulturę trzeba zachować, dlatego uczył, uczył, uczył. Łatwo jest dziś stracić tożsamość, przyjmując i tolerując wszystko.

Przejdź do paska narzędzi