Głodnyś?

Adwent zmniejsza nasze zaangażowanie w szaleństwo posuwającego się świata.
Adwent przyhamowuje nas. Skłania do myślenia. Każe nam spoglądać na „wielkie jutro”. Być człowiekiem adwentu to zobaczyć, że jutro wydarzy się coś wielkiego. Dlatego dziś nie chcę zmarnować żadnej chwili. Ciągnę się w tłumie chromych, niewidomych, głuchych, z definicji potrzebujących. Sam w sumie taki jestem. Z punktu widzenia ciała – niedoskonały. Ale ON chce więcej. W dzisiejszym skrawku Ewangelista napisał, że Jezus zapytał Apostołów, czy oni jedli? I to jest KLUCZ.
Czy jestem nasycony? I co powoduje we mnie głód?

Idź, chodź tu, zrób to

W dzisiejszej Ewangelii pada zaskakująca wypowiedź setnika. Oto ten, któremu bardzo zaufano, jest przecież setnikiem, dzierży władzę. Ktoś w nim zauważył człowieka odpowiedzialnego. I takie sprawia wrażenie. To, co mnie porusza, to zdanie: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój…” W języku łacińskim można to pięknie oddać w słowie DIGNUS – godny. Niegodny – Można je także obrazowo streścić: nie jestem przygotowany, nie możesz mnie wypełnić, nie możesz dać mi słowa pocieszenia. A jednak Jezus SŁOWEM daje więcej niż gdyby zajrzał do domu setnika.
Co w tym niezwykłego? A no to, że setnik nie jest godny wpuścić do domu, ale jest godny/odważny/mężny, by rozmawiać z Bogiem. Wszystko odwrotnie. I tak z nami chce uczynić Jezus w adwencie. Widzi w setniku nową Odwrócić perspektywę i chcę ją odwrócić. Setnik prosi o pomoc dla SŁUGI. Sługa najlepiej czuje się w domu, lepiej niż pan domu, który nikogo nie wpuszcza. On sam poniekąd ujawnia swoją słabość, która zamyka dom. Mówi: idź, chodź tu, zrób to. Na tym polega jego siła i na tym poległ.
Czy jednak te słowa nie mogą wyznaczać dobrego kierunku w naszym Adwencie? Trzeba iść, i zrobić to, co właściwe. A zwiastuje nam to wspaniałe pierwsze czytanie:
(Iz 4,2-6)
W owym dniu Odrośl Pana stanie się ozdobą i chwałą, a owoc ziemi przepychem i krasą dla ocalałych z Izraela. I będzie tak: Ten, kto pozostał żywy na Syjonie, i który się ostał w Jeruzalem, każdy będzie nazwany świętym i wpisany do księgi życia w Jeruzalem. Gdy Pan obmyje brud Córy Syjońskiej i krew rozlaną oczyści wewnątrz Jeruzalem tchnieniem sądu i tchnieniem pożogi, wtedy Pan przyjdzie spocząć na całej przestrzeni góry Syjonu i na tych, którzy się tam zgromadzą, we dnie jako obłok z dymu, w nocy jako olśniewający płomień ognia. Albowiem nad wszystkim Chwała Pana będzie osłoną i namiotem, by za dnia dać cień przed skwarem, ucieczkę zaś i schronienie przed nawałnicą i ulewą.

Adoptowany

Taki dialog proszę ja Ciebie:
– Mamo, co to znaczy być adoptowanym?
– To znaczy, ze nie wyrosłeś w brzuchu mamy, lecz w jej sercu…

Jakie dziś jest twoje serce?
Ja w swoim sercu czuję ponaglenie, by to właśnie serce uspokoić. Serce bije w konkretnym rytmie dla nas. Takt, takt. Symfonia dźwięków. Kiedy jest „zaziębione” wielością przytłaczających spraw, może się pogubić ów rytm i dostać zadyszki, może ono. Co wtedy? Czy szukać zamienników, które w tak zwanym międzyczasie, dadzą poczucie ulgi. Problem w tym, że one to serce oblepiają wielością zaadoptowanych pomysłów z kategorii podróbek „made in china”. Na chwile przyniosą ulgę i odroczą zadyszkę. Szukam wtedy kogoś, kto nawet palcem swym opowie mi jak żyć. Bo chyba łatwiej jak ktoś podpowie, kopistów dziś nie brakuje.
Dzisiejsza Ewangelia poucza, że w takiej chwili możemy niestety zaadoptować zły kompas i być pod wpływem zwodziciela. Jak pięknie brzmią mi w tej chwili słowa zespołu Kwiat Jabłoni z piosenki o tytule „Nic więcej”: Tak wiele do zdobycia świat daje mi, tak mało potrzebujesz, by się cieszyć nim. To prawda, jeśli serce nie zaadoptuje czegoś nie sercowego, nie z miłości płynącego. Tylko od początku odkryje Miłość, która rodzi na nowo. Czy wierzącym łatwiej jest to odkryć. Śmiem twierdzić, że tak. Nie pozbawia nas to jednak głębokiej refleksji dla kogo bije moje serce. nawet jeśli czujesz, że Bóg Cię tylko zaadoptował, a nie zrodził do życia.

Dziś

Łk 21, 1-4
I rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni”.

Ta uboga wdowa z dzisiejszej Ewangelii wydaje się być na początku postacią anachroniczną. Jakby bez sensu ją do tego fragmentu Łukasz wkleił. W pośrodku świątyni, gdzieś pośród tłumu. Kobieta nikt. Status wdów w ówczesnym społeczeństwie był jasny: nic nie mają. Niczym są. I taka jest ona. właściwie po co podeszła do skarbony, skoro i tak nic nie miała. Czy jak napiszę, oddała wszystko co miała, to będzie takie cudowne i ładne? Nie. Jej osoba nie pokazała jakiejś wielkiej świętości. A co takiego w niej jest ujmujące?
Ona nie oddała tego, co posiadała, co miała. Ona oddała to, co straciła!
Dlatego jest wielka. Oddać całą swoją stratę, oddać to, co się nie udało, jest niezrozumiałe, zabiera czas. Oddać i poczuć tę stratę. Tego mnie dziś ona uczy.

Notre Dame no. 2

W naszych kościołach różnie się śpiewa. Czasem jest to naprawdę irytujące jak można kaleczyć muzykę w liturgii. Sam czasem łapię się nad tym, że czegoś nie dośpiewam, czegoś w ćwierćnucie nie dociągnę. Każdego dnia jednak zdaję sobie sprawę, że ta modlitwa wieczorna być może ostatnią może się okazać. Prawda? Trudno to uchwycić, że jutro może nie nastąpić.
W Wielki Wtorek sprawowałem Eucharystię b późno. Wszyscy, którzy pomagali przy upiększaniu świątyni przed Wielką Nocą, już poszli spać. W Kościele została po nich pustka. Świątynia, jeszcze przed chwilą gwarna, ucichła zupełnie. Chciałem zatrzymać tę chwilę. Rozpocząłem Eucharystię. Półmrok, parę świec, słowa wypowiadane półgłosem. Wielkie wzruszenie udzieliło mi się. Czy z takim wzruszeniem patrzyli tego wieczoru uczestnicy katedry Notre Dame? Mając nadzieję na kolejne wyrażenie swojej modlitwy w TYM kościele, w TEJ wspólnocie. Taką modlitwę wyrażono w Nieszporach w dniu pożaru Notre Dame:

Śpiewano m. in. pieśń (1 P 1, 3-9)

Niech będzie błogosławiony
Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa.
On w swoim wielkim miłosierdziu
przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa
na nowo nas zrodził do żywej nadziei:
Do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego,
które jest zachowane dla nas w niebie.
Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni
mocą Bożą dla zbawienia,
gotowego objawić się w czasie ostatecznym.

Dlatego radujcie się,
choć teraz musicie doznać trochę smutku
z powodu różnorodnych doświadczeń.
Przez to wartość waszej wiary
okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota,
które przecież próbuje się w ogniu;
Na sławę, cześć i chwałę
przy objawieniu Jezusa Chrystusa.

Wy, choć Go nie widzieliście, miłujecie,
wy w Niego teraz wierzycie, chociaż nie widzicie.
A ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały,
gdy osiągnięcie zbawienie dusz, cel waszej wiary.
Chwała Ojcu i Synowi,
i Duchowi Świętemu.
Jak była na początku, teraz i zawsze,
i na wieki wieków. Amen.

Próbuje się w ogniu.
Tak.
https://pl.aleteia.org/2019/04/16/bohaterski-ksiadz-ocalil-cenne-relikwie-nie-wykazywal-zadnego-strachu/?fbclid=IwAR157EV0GrhJ-WXQym191TYsSltQDHd0AezLPzkJT6M0XbPj_NAeXKGA_Z0

Notre Dame


Tak a propos wczorajszego pożaru w Notre Dame. Warto, abyśmy nie szukali sensacji w tym. Jednak fakty są jasne: chrześcijaństwo we Francji ma b pod górkę. Katedra nie była we własności Kościoła tylko Gminy Miejskiej mera paryskiego. Przykre to. Jedyna wspaniała nadzieja jest w tym, że ta zlaicyzowana Francja ma największą ilość chętnych do chrztu w Wielkanoc wśród dorosłych. To się nazywa Wiosna Kościoła. Większości z nich udzielano chrztu właśnie w tej świątyni a od niedawna w pod paryskim Sant-Denis
Zauważalne są też piękne przykłady odradzających się wspólnot. Dziś kiedy narzekamy na mniejsza ilość wiernych w naszych świątyniach, na jakość przeżywania wiary współczesnych „katolików”, warto zobaczyć w tym jakże zlaicyzowanym kraju przebudzenie ludzi. To doświadczenie ich świadomego wyboru, często niezwykle ugruntowanego już w wieku dorosłym, może dać nam wiele do przemyśleń.
W dyskusjach medialnych przewija się zaskakująca myśl. A mianowicie, ze tak katedra to dzieło sztuki, że jest wizytówką Paryża i całej Francji, że udający się miejsce tragedii prezydent Macron pokazuje jak istotne t miejsce dla Francuzów. Jakie to jest grubymi nićmi szyte. Zajrzyj w ten artykuł i popatrz, co robi się we Francji już od dawana. Początek był w rewolucji francuskiej a teraz zbieramy już tylko kolejne pokolenie zapleśniałych owoców wynaturzeń tejże.
https://wpolityce.pl/swiat/440800-dolina-ciemnosci-czyli-o-profanacji-kosciolow-we-francji

Cud

W Ewangelii z 5 niedzielnej odsłony Wielkiego Postu do Jezusa przyprowadzają kobietę. Prawie wszyscy nadają jej imię KOBIETA CUD-ZOŁOŻNICA. Chrystus z całego tego zgiełku wrzasków i oskarżeń zostawia tylko CUD…
Kobieta CUD
Zanim to jednak przekaże, to przed nią zgina się, kłania się do ziemi. Proch przestaje być tylko prochem. Przekazuje prawdę zawartą w Księdze Rodzaju: “ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”(2,7) Ożywił ją i stała się kobietą CUD. Bez reszty.

Błogosławieństwo

W te szarą, lutową, nieco spowolnioną niedzielę – jakby znienacka wybrzmiewają słowa o błogosławieństwach. Pan Jezus mówi je na równinie. Na pewno brzmią one ciepło. Błogosławieni, znaczy szczęśliwi. Jak schodzisz z góry a najpierw trzeba było na nią wejść, to powrót z niej ma w sobie sporo radości. A tu jeszcze Pan mówi o pewnej drodze do spokoju. Mi dziś dźwięczy w uszach taki prosty cytat. Może nawet niepokoi.

Przyjdzie dzień, kiedy cywilizowany świat odrzuci swego Boga, kiedy Kościół zwątpi, tak jak zwątpił Piotr. Będzie kuszony, by wierzyć, że człowiek stał się Bogiem i i że jego Syn jest jedynie symbolem albo filozofią, jakich wiele. W naszych kościołach chrześcijanie szukać będą bezskutecznie czerwonej lampki, [wskazującej miejsce] gdzie czeka ich Bóg. Podobnie jak Maria Magdalena, płacząca przy pustym grobie, będą pytać: „Dokąd Go zabrali?
Pius XII

Nie dziwi fakt, że pada dziś w ewangelii słowo biada.
Będą pytać: „Dokąd Go zabrali”, kto nam pobłogosławi?

Znalazłeś dziś Jezusa? Odkryłeś Go w dzisiejszej ewangelii?

Filip

Pan Bóg posyła do nas ludzi. Czasem zwyczajnie, bo przecież człowiek nie jest samotną wyspą. Czy aby na pewno? Obecnie może na to nie wygląda, bo przecież dostęp do siebie mamy. Nie wspomnę o świecie wirtualnym. On wydaje się dziś decydujący, ale nie rozwiązuje naszych problemów w coraz bardziej zbrojonych ścianach domów.
Pięknie opisał to Zbyszek Wodecki w piosence „Obok siebie”:
Umiemy żyć obok zła
nie widzieć krzywd ani łez ani biedy
Tysiące spraw każdy ma
a przecież nikt czasu nie da na kredyt
Lecz po dniu wiecznie zdyszanym
gdy zamilknie zamków szczęk
Słychać przez zbrojone ściany
jak drży nasz własny lęk
Umiemy żyć obok zła
nauczmy się wreszcie żyć obok siebie
Kłopotów moc każdy ma
o których nikt oprócz niego nic nie wie
Dzielmy się chlebem i troską
niech już nikt nie będzie sam
Ziemia jest globalną wioską
tym bardziej więc się uda nam
Razem…

Dziś mogliśmy to razem przeżyć w kościele w Nikielkowie. Było warto odłożyć laptopa, kocyk, dobre plany na wyjazdy i przyjść na ucztę duchową, uwielbienie. Tak, warto żyć obok siebie.
„Naprawdę, mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman»” Łk 4, 25nn.
Trzymaj się Filip!
Dziękuję Alicjo, było cudownie odkurzyć cajon i zagrać z Wami.
https://olsztyn.gosc.pl/doc/5336681.Koncert-dla-Filipa

Czarny poniedziałek, czyli rzecz o Śp. p. Adamowiczu i Owsiaku

W dobie wszechobecnego hejtu chciałbym przedstawić Wam prosty wiersz. Chciałbym, abyś dziś czytając ten tekst, zdobył się na chwilę refleksji. Trochę kultury, trochę ducha. Dziś nie rozumie się chyba, że kliknięcie w klawisz nie daje mi ani Tobie żadnej władzy. Siła naciśnięcia klawisza to nie wyraz dumy, raczej często słabości. Musimy na nowo spróbować wyjść ze świata wirtualnego. Tylko jak z niego wyjść, skoro przeniesiony on został w real z takim gniewem, bałwochwalstwem słów; jak pokazuje też śmierć śp. Pawła Adamowicza dokonuje się to też w czynie. Czarny poniedziałek spotęgowany odejściem Jurka Owsiaka.

Wisława Szymborska
NIENAWIŚĆ

Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich równocześnie.
Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.

Religia nie religia –
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna –
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Ach, te inne uczucia –
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ile dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piętno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
– ona jedna.

Ten niewielki skrawek twórczości autorki ma w sobie wszystko, co widzę i czego bym nie chciał zobaczyć, poczuć. Chciałbym, abyśmy wrócili do postawy akceptacji a nie wszechobecnej tolerancji, źle rozumianej wolności. To nic nie wytłumaczy kilkunastu ostatnich godzin i ja też nie będę silił się na górnolotne komentarze. Źle się dzieje w państwie duńskim, chciałoby się powiedzieć hamletowskim zawołaniem. To dziś jednak za mało. Jutro możemy zmienić, czy jednak w to wierzymy?
Nawet Jurek Owsiak przestał wierzyć.
Ja wciąż mam te nadzieję, że będzie inaczej.

A na koniec Sound of Silence (Dźwięk ciszy) dla Pawła Adamowicza w Gdańsku
Wykonanie David Draiman, Disturbed
https://www.youtube.com/watch?v=Bk7RVw3I8eg

Witaj ciemności, stara przyjaciółko
Znów przychodzę z tobą porozmawiać
Ponieważ pewna wizja znów delikatnie się skradając
Zostawiła we mnie swe nasiona, kiedy spałem
I ta wizja, którą zasiano w mojej głowie
Wciąż pozostaje żywa
W dźwięku ciszy

W niespokojnych snach, kroczyłem samotnie
Wąskimi uliczkami wyłożonymi kamieniami
Pod poświatą latarni
Postawiłem kołnierz, aby schronić się przed zimnem i chłodem
Wtedy moje oczy przeszył
Blask neonowego światła,
Które rozdarło noc
I dotknęło dźwięku ciszy

W nagim świetle ujrzałem
10 000 ludzi, a może więcej
Ludzi, którzy mówili, ale nie rozmawiali
Ludzi, którzy słyszeli, ale nie słuchali
Ludzi, którzy piszą piosenki,
Których głosami się nie dzielą
I nikt nie waży się
Zakłócić dźwięku ciszy

Głupcy, rzekłem, czyż nie rozumiecie,
Że cisza rozprzestrzenia się jak nowotwór
Usłyszcie słowa, którymi was nauczam
Pochwyćcie ramiona, którymi po was sięgam
Ale moje słowa tak, jak ciche krople deszczu spadły
I odbiły się echem
W studniach ciszy

A ludzie skłonili się i zaczęli się modlić
Do neonowego boga, którego sami stworzyli
A znak rozbłysnął ostrzeżeniem,
Na które składały się słowa
Na znaku napisano:
„Słowa proroków
Zapisane zostały na murach metra
I klatkach kamienic”
I wyszeptano je w dźwięku ciszy

(tłumaczenie znalezione w sieci)