Na Teresę – tę z ciętym jezykiem

Teresa Wielka była tak pyskata, że nie oszczędziło się nawet jej największemu przyjacielowi. Jezus często nawiedzał ją w wizjach i ekstazach – nieraz, także przy świadkach. Raz podczas balu charytatywnego zaczęła ponoć lewitować. Krzyknęła wtedy: “Mój Jezu, nie przy gościach!” Innym razem, gdy przemierzała kraj zbierając datki na klasztor, jej wóz rozbił koło i utknął w błocie. Załamana westchnęła głośno: “Mój Boże, jak możesz!” Objawił się jej wtedy Chrystus i ze spokojem powiedział: “Tak Tereso, traktuję swoich przyjaciół”. Obrażona Teresa burknęła bez namysłu: “I dlatego masz ich tak mało…”

Właśnie ruszam do świątyni. Kątem ok(n)a widać, że jednak tych przyjaciół Jezusa przyszło trochę.
Obejdzie się bez lewitacji, za to ze wspólnotą sąsiadów.

A

oddech

Pismo Święte ma w sobie niezwykłość różnych historii.
Nie bez powodu Księga Psalmów po hebrajsku nazywa się Księgą oddechu, oddychania…
„Mają uszy, ale nie słyszą; i nie ma oddechu w ich ustach”. – Ps 135,17
Kto nie czyta Biblii, ten nie oddycha‼
I można na tym zakończyć. Lub otworzyć a w zasadzie sięgając po Biblię…kto tu kogo otwiera.

Słuchać ciszy

Tak po prostu usiąść.
Tak zwyczajnie.
Bez pośpiechu, bez nadęcia, lecz nie bez sensu.
Utraty.
Taka obecność, która daje poczucie wolności.
Spełnienie przychodzi z czasem, potem, za chwilę, trzy momenty, może dwa.
Nasze zmysły świrują albo zasypiają, bo nie ma tu dla nich nic atrakcyjnego. Nic do oglądania – kawałek hostii w monstrancji. Nic do słuchania – cisza.
https://pl.aleteia.org/2016/11/24/nic-do-ogladania-tylko-kawalek-hostii-nic-do-sluchania-tylko-cisza-o-co-chodzi-w-adoracji/
Olsztyn, ul. Morwowa 10
8.00 – 18.30
czw 8.00-22.00
On jest.

Panny

Właściwie mamy mieć otwarte dłonie, bo obecnie nawet nie bardzo możemy się z kimś w normalny sposób przywitać.
Mamy mieć uśmiech… w oczach, bo tylko one wystają z tych maskowych kagańców.
Mamy poruszać nogami w stronę drugiego, bo coraz częściej jesteśmy zamknięci w jakiś ramach, w domu w bezruchu.
Mamy nadstawić uszu, żeby słuchać. Choć po prawdzie już jest łatwiej, sterczą już te uszy od noszenia maski.
Mamy mieć bogate wnętrze, którym warto się podzielić. A wnętrze coraz większe, zapewne od podjadania 🙂
Mamy mieć olej w głowie, a może wystarczy oliwa w lampie. I światło, które prowadzi do celu. Jak panny za Oblubieńcem.

W sumie odkryłem (być może) powód, dla którego oliwy nie zdobyły owe panny. Po prostu: trafiły na godziny dla seniorów 🙂

Święci

Święci.
Są różni. Brodaci (to najczęściej dotyczy mężczyzn), inteligentni (dotyczy raczej wszystkich), z pasją (bardziej skłaniam się ku kobietom).
Oni zwykle mieli wybór. Tak. Święci męczennicy. Różnego stanu i zawodów. Pełni planów, które ktoś obciął siekierą, nożem, etc. Można o niektórych powiedzieć, ze stracili głowę dla Pana Jezusa. Dosłownie. Inni oddali, raczej mało dobrowolnie swoje kończyny lub narządy, zanim to było modne.
Czego uczą w piątek? Postu. A post jest w jakiś sposób tęsknotą. Czegoś nie posiadam lub b świadomie rezygnuję. Post uczy podobnie jak świętość. Obie drogi wyznaczają horyzont. Coś w swoim życiu oddaję. Dla Świętych Męczenników ta droga w pewnym dość nieoczekiwanym momencie kończy się nagle. Już nic więcej w wierze nie zrobią, może ktoś nawet ich stratę opłacze rzewliwymi łzami.
Na pewno w swoim prostym życiu przypominają przyjemność oblaną subtelnością i ciepłem wnętrza. Choć na ogniu czasem spaleni, owoc ich męki dla wielu stał się inspiracją, iż wiarę trzeba wyznawać a nie chować w kieszeni z różnymi przyborami teraźniejszości.
A nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Zdało się oczom, że pomarli. Ich zejście poczytano za nieszczęście, a oni trwają. Mdr 3, 1-3

Wszyscy

Wszyscy święci balują w niebie, to tak zasłyszane z jakiegoś czasu mojej (że tak zażartuję) młodości. Od razu przypomina mi się słowo napomnienia św. Augustyna: lepiej chociaż nauczcie się tańczyć, bo Aniołowie w niebie nie będą wiedzieć, co z Wami zrobić. Ot taka myśl mi się zrodziła w dzień Wszystkich Świętych. Dokonać się może to w naszym życiu a zakończy śmierć, pewna i jedyna. nie myślę o niej, chociaż z racji jednorazowości wydaje się to jednak trudne.
Zatem
Mam jeszcze kawałek i chciałbym go dobrze wykorzystać. I dziś przypominają mi się wyświechtane słowa: Kościół to nie muzeum dla świętych, ale szpital dla grzeszników. Szkoda już tych zmarnowanych szans. Tyle jednak przede mną, tyle przed Tobą. Dziękuję, że potykasz się ze mną o korzenie wspólnych wartości.

Grzesznicy są zawsze tacy sami; święci są zawsze inni. (Źródło nieznane)

x A, HollyGang

Słowo daję

Słowo daję, chyba czas już zamówić choinkę, ponieważ nie wiadomo czy 23 grudnia nagle nie zmienią się przepisy…i co wtedy ze świętami? Jest szansa, że obejdziemy je z braćmi i siostrami obrządków wschodnich. Słowo daję, napawa mnie to optymizmem.
Słowo daję, różne rzeczy przychodzą do głowy, różne rzeczy się słyszy. Ot na przykład taka: Uwaga! Ważny apel. Jak jutro będziecie skakać przez płot na cmentarz to pamiętajcie: od g. 10 do 12.00 skaczą tylko seniorzy 🙂
Brzmi mało poważnie?
Słowo daję.
Obecny czas pokazuje, że w obliczu coraz to nowych zaskakujących (bądź nie) obostrzeń, warto zadbać o siebie, o swoją kondycję wiary. Takie obostrzenia w okresie najważniejszych świąt, traktowanych także jako rodzinne spotkania, powinny w nas wzbudzić rytm. Aby nie zwątpić. Cmentarze na świeżym powietrzu zamknięte. Galerie, Biedronki pełne nieśmiertelnych sprzedawczyń otwarte. Słowo daję, takie historie osłabiają. Podobnie wulgarność języka, krzyk i ogólny chaos.
Jak jednak iść przez tę ciemną noc wiary?
To w Kościele Boga spotkałem, spotykam i chcę nadal spotykać. Z tym identyfikuje się prawdopodobnie jeszcze wielu moich znajomych. Chciałbym też móc czytelnie pokazywać Go tu innym, tu to znaczy w moim życiu, ale również w moim środowisku. Problem w tym, że przychodzi jednak moment, w którym wydaje się, że światło ktoś zgasił. „Noc ciemna” to doświadczenie duchowe opisywane przez mistyków. Człowiek wierzący odczuwa wtedy wszechogarniającą ciemność, pustkę, a nawet opuszczenie przez Boga. Stan ten może jednak prowadzić do duchowego oczyszczenia, do uwolnienia od własnych iluzji religijnych. Ostatecznie zaś – do odkrycia, że w tym doświadczeniu Bóg był cały czas bliżej, niż się nam wydaje.
Na dobre przeżywanie nocy ciemnej nie ma jednak prostej recepty. Zwłaszcza jeśli to zbiorowa noc ciemna Kościoła w Polsce. Nie łudźmy się, nie znajdziemy tu cudownych rozwiązań.
Wydaje się, że nie należy w tym procesie oglądać się na tych – i na kościelnej górze, i na dole – którzy długo jeszcze będą żyć w przekonaniu, że da się uratować zdrową tkankę katolików. W jaki sposób? Według tej grupy: odprawiając więcej nabożeństw i usilniej modląc się do św. Michała Archanioła, żeby pogrążył siły nieczyste, które się przeciwko nam sprzysięgły. Jeśli ktoś chce ocalić taką świetlaną świetność Kościoła, oczywiście wolno mu.
Jest inny sposób, słowa daję.
Mistycy (Św. Teresa z Avilla, ś. Jan od Krzyża) i Ojcowie Kościoła i np. św. Efrem, przekonują, że wchodząc w noc ciemną (Ojcowie mówią o czasie pustyni), chrześcijanin powinien przede wszystkim pogodzić się z sytuacją duchowej pustki, następnie głęboko zaufać Bogu i cierpliwie znosić czas swego opustoszenia – z nadzieją, że noc ciemna dokona w nas oczyszczenia i odsłoni oblicze Boga, obecne bliżej, niż się nam wydaje.
Efezjan 6,12
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, ale przeciw zwierzchnościom, przeciw władzom, przeciw rządcom ciemności tego świata, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich.
I jak na tablicy Mendelejewa pojawiły co i rusz kolejne oznaczenia pierwiastków, tak w naszym życiu z Ducha pojawi się zło. Sam tylko nie bądź dla nikogo złem.
Słowo daję. Warto

Przejdź do paska narzędzi