Słuchać ciszy

Tak po prostu usiąść.
Tak zwyczajnie.
Bez pośpiechu, bez nadęcia, lecz nie bez sensu.
Utraty.
Taka obecność, która daje poczucie wolności.
Spełnienie przychodzi z czasem, potem, za chwilę, trzy momenty, może dwa.
Nasze zmysły świrują albo zasypiają, bo nie ma tu dla nich nic atrakcyjnego. Nic do oglądania – kawałek hostii w monstrancji. Nic do słuchania – cisza.
https://pl.aleteia.org/2016/11/24/nic-do-ogladania-tylko-kawalek-hostii-nic-do-sluchania-tylko-cisza-o-co-chodzi-w-adoracji/
Olsztyn, ul. Morwowa 10
8.00 – 18.30
czw 8.00-22.00
On jest.

Panny

Właściwie mamy mieć otwarte dłonie, bo obecnie nawet nie bardzo możemy się z kimś w normalny sposób przywitać.
Mamy mieć uśmiech… w oczach, bo tylko one wystają z tych maskowych kagańców.
Mamy poruszać nogami w stronę drugiego, bo coraz częściej jesteśmy zamknięci w jakiś ramach, w domu w bezruchu.
Mamy nadstawić uszu, żeby słuchać. Choć po prawdzie już jest łatwiej, sterczą już te uszy od noszenia maski.
Mamy mieć bogate wnętrze, którym warto się podzielić. A wnętrze coraz większe, zapewne od podjadania 🙂
Mamy mieć olej w głowie, a może wystarczy oliwa w lampie. I światło, które prowadzi do celu. Jak panny za Oblubieńcem.

W sumie odkryłem (być może) powód, dla którego oliwy nie zdobyły owe panny. Po prostu: trafiły na godziny dla seniorów 🙂

Święci

Święci.
Są różni. Brodaci (to najczęściej dotyczy mężczyzn), inteligentni (dotyczy raczej wszystkich), z pasją (bardziej skłaniam się ku kobietom).
Oni zwykle mieli wybór. Tak. Święci męczennicy. Różnego stanu i zawodów. Pełni planów, które ktoś obciął siekierą, nożem, etc. Można o niektórych powiedzieć, ze stracili głowę dla Pana Jezusa. Dosłownie. Inni oddali, raczej mało dobrowolnie swoje kończyny lub narządy, zanim to było modne.
Czego uczą w piątek? Postu. A post jest w jakiś sposób tęsknotą. Czegoś nie posiadam lub b świadomie rezygnuję. Post uczy podobnie jak świętość. Obie drogi wyznaczają horyzont. Coś w swoim życiu oddaję. Dla Świętych Męczenników ta droga w pewnym dość nieoczekiwanym momencie kończy się nagle. Już nic więcej w wierze nie zrobią, może ktoś nawet ich stratę opłacze rzewliwymi łzami.
Na pewno w swoim prostym życiu przypominają przyjemność oblaną subtelnością i ciepłem wnętrza. Choć na ogniu czasem spaleni, owoc ich męki dla wielu stał się inspiracją, iż wiarę trzeba wyznawać a nie chować w kieszeni z różnymi przyborami teraźniejszości.
A nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Zdało się oczom, że pomarli. Ich zejście poczytano za nieszczęście, a oni trwają. Mdr 3, 1-3

Wszyscy

Wszyscy święci balują w niebie, to tak zasłyszane z jakiegoś czasu mojej (że tak zażartuję) młodości. Od razu przypomina mi się słowo napomnienia św. Augustyna: lepiej chociaż nauczcie się tańczyć, bo Aniołowie w niebie nie będą wiedzieć, co z Wami zrobić. Ot taka myśl mi się zrodziła w dzień Wszystkich Świętych. Dokonać się może to w naszym życiu a zakończy śmierć, pewna i jedyna. nie myślę o niej, chociaż z racji jednorazowości wydaje się to jednak trudne.
Zatem
Mam jeszcze kawałek i chciałbym go dobrze wykorzystać. I dziś przypominają mi się wyświechtane słowa: Kościół to nie muzeum dla świętych, ale szpital dla grzeszników. Szkoda już tych zmarnowanych szans. Tyle jednak przede mną, tyle przed Tobą. Dziękuję, że potykasz się ze mną o korzenie wspólnych wartości.

Grzesznicy są zawsze tacy sami; święci są zawsze inni. (Źródło nieznane)

x A, HollyGang

Słowo daję

Słowo daję, chyba czas już zamówić choinkę, ponieważ nie wiadomo czy 23 grudnia nagle nie zmienią się przepisy…i co wtedy ze świętami? Jest szansa, że obejdziemy je z braćmi i siostrami obrządków wschodnich. Słowo daję, napawa mnie to optymizmem.
Słowo daję, różne rzeczy przychodzą do głowy, różne rzeczy się słyszy. Ot na przykład taka: Uwaga! Ważny apel. Jak jutro będziecie skakać przez płot na cmentarz to pamiętajcie: od g. 10 do 12.00 skaczą tylko seniorzy 🙂
Brzmi mało poważnie?
Słowo daję.
Obecny czas pokazuje, że w obliczu coraz to nowych zaskakujących (bądź nie) obostrzeń, warto zadbać o siebie, o swoją kondycję wiary. Takie obostrzenia w okresie najważniejszych świąt, traktowanych także jako rodzinne spotkania, powinny w nas wzbudzić rytm. Aby nie zwątpić. Cmentarze na świeżym powietrzu zamknięte. Galerie, Biedronki pełne nieśmiertelnych sprzedawczyń otwarte. Słowo daję, takie historie osłabiają. Podobnie wulgarność języka, krzyk i ogólny chaos.
Jak jednak iść przez tę ciemną noc wiary?
To w Kościele Boga spotkałem, spotykam i chcę nadal spotykać. Z tym identyfikuje się prawdopodobnie jeszcze wielu moich znajomych. Chciałbym też móc czytelnie pokazywać Go tu innym, tu to znaczy w moim życiu, ale również w moim środowisku. Problem w tym, że przychodzi jednak moment, w którym wydaje się, że światło ktoś zgasił. „Noc ciemna” to doświadczenie duchowe opisywane przez mistyków. Człowiek wierzący odczuwa wtedy wszechogarniającą ciemność, pustkę, a nawet opuszczenie przez Boga. Stan ten może jednak prowadzić do duchowego oczyszczenia, do uwolnienia od własnych iluzji religijnych. Ostatecznie zaś – do odkrycia, że w tym doświadczeniu Bóg był cały czas bliżej, niż się nam wydaje.
Na dobre przeżywanie nocy ciemnej nie ma jednak prostej recepty. Zwłaszcza jeśli to zbiorowa noc ciemna Kościoła w Polsce. Nie łudźmy się, nie znajdziemy tu cudownych rozwiązań.
Wydaje się, że nie należy w tym procesie oglądać się na tych – i na kościelnej górze, i na dole – którzy długo jeszcze będą żyć w przekonaniu, że da się uratować zdrową tkankę katolików. W jaki sposób? Według tej grupy: odprawiając więcej nabożeństw i usilniej modląc się do św. Michała Archanioła, żeby pogrążył siły nieczyste, które się przeciwko nam sprzysięgły. Jeśli ktoś chce ocalić taką świetlaną świetność Kościoła, oczywiście wolno mu.
Jest inny sposób, słowa daję.
Mistycy (Św. Teresa z Avilla, ś. Jan od Krzyża) i Ojcowie Kościoła i np. św. Efrem, przekonują, że wchodząc w noc ciemną (Ojcowie mówią o czasie pustyni), chrześcijanin powinien przede wszystkim pogodzić się z sytuacją duchowej pustki, następnie głęboko zaufać Bogu i cierpliwie znosić czas swego opustoszenia – z nadzieją, że noc ciemna dokona w nas oczyszczenia i odsłoni oblicze Boga, obecne bliżej, niż się nam wydaje.
Efezjan 6,12
Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, ale przeciw zwierzchnościom, przeciw władzom, przeciw rządcom ciemności tego świata, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich.
I jak na tablicy Mendelejewa pojawiły co i rusz kolejne oznaczenia pierwiastków, tak w naszym życiu z Ducha pojawi się zło. Sam tylko nie bądź dla nikogo złem.
Słowo daję. Warto

Zraniony

Jest wiele słów na k, na przykład Kościół.

Był rok 9 n.e., kiedy to w Lesie Teutoburskim dwie poteżne siły zmierzyły się ze sobą. Po jednej stronie plemiona germańskie pod wodzą Arminiusza, wodza ze szczepu Cherusków, a z drugiej wciągnięte w zasadzkę trzy legiony rzymskie (XVII, XVIII, XIX), dowodzone przez Publiusza Kwinktyliusza Warusa.
Wynik? Pozostało kilkunastu legionistów i nieco ponad setka w niewoli sponad 20 tys. (!) żołnierzy rzymskich.
Dwie siły stanęły naprzeciw siebie i w konsekwencji każda z nich przegrała. W perspektywie historii ani jedna strona ani druga nie zdobyła niczego. Historia zatoczyła koło.
Czy dziś nie jest podobnie?
Próbujemy budować tę opowieść zwaną życiem i składa się ona z wielu rozdziałów:
CHAPTER 1. cytat
Za zgodą stryja publikuje jego list do mnie.

Drogi Romanie,

Cieszę się, że wracasz do zdrowia, i że coraz bardziej staje się jasne, że ta złośliwa nagonka na ciebie jest bez żadnych podstaw. W końcu dobro zwycięży. Trzeba w to wierzyć.

Niepokoi mnie ta polska nieumiejętność rozróżniania pomiędzy oceną moralną czynów a reakcją na nie prawa karnego. To są dwie różne sprawy. Nauka św. Tomasza, przytoczona przez św. Jana Pawła II w Evangelium vitae jest zupełnie nieznana! Akwinata wyjaśnił, że aby można było wprowadzić penalizację złych czynów, potrzebne są trzy warunki. Po pierwsze, karze się jedynie grzechy przeciwne sprawiedliwości, a nie innym cnotom. Po drugie, w społeczeństwie musi być poparcie dla danej penalizacji. I po trzecie, wprowadzenie jej nie może doprowadzić do turbatio, do zaburzeń społecznych. Pierwszy moment jest sprawą scientia – teoretycznej wiedzy etycznej, ale dwa pozostałe odnoszą się do ars – sztuki politycznego działania. Ocena nastrojów społecznych nie jest jednoznaczna i ustawodawcy mogą być różnego zdania szukając funkcjonalnych kompromisów.

Św. Tomasz przestrzegał przed stawianiem zbyt wysokiej poprzeczki przez prawo karne: „Prawo ludzkie podprowadza ku cnotliwemu życiu, ale nie natychmiast, tylko stopniowo. Dlatego nie wymaga od tłumu niedoskonałych, aby, od razu, jak cnotliwi, powstrzymali się od wszelkiego zła. Gdyby tak zrobiono, to ci słabsi, nie znosząc napięcia rygorów, popadliby w jeszcze większe zło. (…) A więc, gdy wlewa się młode wino do starych bukłaków, to znaczy, gdy nakłada się wymogi życia doskonałego na ludzi niewyrobionych, to wtedy bukłaki pękają i wino wycieka, czyli w konsekwencji nakazy prawa są lekceważone i z tej pogardy ludzie popadają w jeszcze większe zło” (S. Th., Ia-IIae, q. 96, a. 2, ad 2).

Kościół prowadzi ludzi do dobra, ale mocą sakramentów, modlitwy i katechezy. Tylko ci księża, którzy mają słabą wiarę, nie znają nauki Kościoła i nie wierzą, że Słowo Boże jest żywe jak miecz (Hbr 4, 12) chcą, aby państwo zrobiło za nich robotę i doprowadziło ludzi do prawości! Trzeba zmierzać do świętości mocą Bożą, a nie środkami ludzkimi! Nie na darmo Pan Jezus polecił Piotrowi, aby schował swój miecz (J 18, 11).

I trzeba być ostrożnym, aby się nie dać nabrać tym politykom, którym zależy na skłóceniu, bo z rozgrzanych emocji tworzą sobie wygodną zasłonę dymną. Papież Franciszek w Fratelli tutti (15) zauważa: „Dzisiaj w wielu krajach stosowany jest polityczny mechanizm jątrzenia, rozdrażniania i polaryzacji”. Trzeba czuwać by w podejściu do ludzi był zachowany realistyczny optymizm, bo gdy panuje pesymizm, nawet i przykryty idealistyczną fasadą „lepszego sortu”, ułatwia to promocję zawiści, oszczerstw i podejrzliwości, szukanie haków na swoich i na przeciwników oraz wprowadzenie dyktatury.

Dobrze, że po okropnym potraktowaniu ciebie, zakończyłeś swe oświadczenie po chrześcijańsku, bez złośliwości i chęci zemsty.

Trzymaj się ciepło,

o. Wojciech Giertych OP

CHAPTER 2.

CHAPTER 3. Wnioski własne, acz zwięzłe:
Na świecie nie ma więcej niż sto osób, które prawdziwie nienawidziłyby Kościoła katolickiego, lecz istnieją miliony ludzi, którzy nienawidzą swojego własnego wyobrażenia o Kościele katolickim.
List 27 kapłanów i jego postulaty mi bliskie, choć trochę w niektóruch punktach ogólne. Uważam warty konteskt do rozmowy i spotkania.
Link ów tu:

Dlaczego tyle rozdziałów i one takie nieposkładane? Bo jesteśmy w takim Lesie Teutoburskim. Stoją naprzeciw siebie siły, które będą napierać i być może zniewalać. Te rozdziały pomiędzy nimi niedomknięte i trudno je spoić. Te rozdziały trzeba napisać, bo nawet kompromis nic nie dał. I nie rękami wymachującymi młodymi ludźmi, nie wulgaryzmami. Nie dewastacją.
Ja zaczynam dzień modlitwą, choćby pośpieszna była.
Choćby tą:
MODLITWA O POKÓJ
(na motywach Listu do Efezjan)
Panie Jezu Chryste,
Ty, który jesteś naszym pokojem,
Ty, który zburzyłeś rozdzielający ludzi mur – wrogość,
Ty, który ludzi dalekich czynisz bliskimi,
Ty, który w sobie zadałeś śmierć wrogości!

Prosimy, zadaj śmierć także jakiejkolwiek wrogości w nas!
Daj nam światłe oczy serca, byśmy przestali widzieć w sobie wzajemnie przeciwników, a zobaczyli współdomowników – w Twoim Domu, a także w tym domu, który ma na imię Polska;

Nawróć nasze wzajemne myślenie o sobie, i daj nam słowa i czyny na miarę tego nawrócenia.
Włóż nam w usta – a jeszcze wcześniej w nasze myśli – słowa, które budują, nie rujnują; leczą, nie zadają rany; pocieszają, nie odbierają nadzieję; niosą pokój, nie wywołują agresję.

Wskaż nam czyny konkretnej miłości i miłosierdzia, wokół których odbudujemy naszą wspólnotę. Zwłaszcza w tak trudnej, obecnej chwili pandemii poprowadź nas do osób chorych i starszych, tych, którzy przebywają na kwarantannie i tych, którzy opłakują swoich zmarłych. Pomnóż w nas ofiarność i współczucie.

Uczyń każdego z nas „nowym człowiekiem”, a nastanie pokój!
Modlimy się za wszystkich!
O mądrość i pragnienie dobra wspólnego dla każdego, kto w obecnym sporze zabiera głos;
Za polityków wszystkich opcji w parlamencie i poza nim.
Za tych, którzy modlą się w kościołach, i za tych, którzy demonstrują.
Za wierzących w Boga, i za tych, którzy wartości prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna wywodzą z „innych źródeł”;
Również za tych, którzy w tej chwili wcale ich nie szukają.
Ty – rozpoznany czy nierozpoznany – znajdź drogę do każdego z nas, wskaż nam właściwe drogi ku sobie nawzajem. I skutecznie nas po nich poprowadź.
Amen.

P.S.
Chciałbym, aby ten tekst był epilogiem. Dzięki za takich kapłanów jak SK. Mateusz Buczma. Wraca mi wiara w nasze kapłaństwo:
Przepraszam.
Przepraszam Cię za Kościół z przymrużeniem oka, w którym można to i owo załatwić; w którym nie masz pewności, że ksiądz albo katecheta sam wierzy w to, co mówi; w którym zachowujemy się i robimy coś, bo tak trzeba, wypada.

Przepraszam Cię za Kościół z przymrużeniem oka, w którym łatwiej jest na lekcji religii puścić film, niż mieć ochotę i temat do pogadania; w którym na protokole przedmałżeńskim odpowiada się tak, by się ksiądz nie czepił; w którym faworyzowani są ci, którzy mienią się dobrodziejami.

Przepraszam Cię za Kościół z przymrużeniem oka, w którym…. (tu pewnie mógłbyś dopisać jeszcze więcej)

Przepraszam Cię za Kościół z przymrużeniem oka, bo w nim praktycznie nie da się doświadczyć Bożej miłości, nauczyć słuchać Jego Słów i odkrywać, że On naprawdę wygrał wojnę o Twoje życie i chce Ci to pokazywać. Realne prawdopodobieństwo istnienia Boga nie da Ci wewnętrznej siły, pasji i entuzjazmu, który przejawia się w konkretnym stylu życia.

„Zasady bez więzi prowadzą do buntu” – mawia Josh McDowell. Nie dziwię się, że się buntujesz. Nie zdziw się jednak tym, że poza ludźmi, którzy nie potrafią przestać „bawić się” w Kościół z przymrużeniem oka, są tacy, którzy mogą pomóc Ci spotkać żywego Jezusa. To spotkanie może zmienić wszystko.

P.S. Nie wiesz jak w kościele wesprzeć inicjatywy dla dzieci? Proszę bardzo!!
Jeśli możesz wesprzyj
https://www.facebook.com/Hospicjumcaritas/

Ku jezioru

Hej,
właśnie jestem po zakończonym seansie serialu „Ku jezioru”. Serial produkcji rosyjskiej. I można w tym miejscu westchnąć i powiedzieć: rosyjski? Słabo. Nie w tym wypadku. Na pewno dla tego obrazu na plus jest to, że był kręcony w 2019 roku. Ma w sobie wszystkie elementy, które wciągną widza w historię. Choć pewne elementy są aż nazbyt widoczne i łatwe do przewidzenia, to jednak miło się ogląda całą historię. Na pewno w obecnym czasie jest wciągająca i będzie miała ciąg dalszy w drugim sezonie.
Serial jest wspaniale nakręcony. Na pewno na plus jest to, że ma doskonałe tempo i przede wszystkim kapitalnie rozrysowanych bohaterów. To prawdopodobnie jedna z najlepszych wschodnioeuropejskich produkcji. Można ją zobaczyć na netflixie. Oczywiście warto pamiętać, że perspektywa jest odrobinę zaburzona, jako że całą opowieść poznajemy przez pryzmat klasy średniej i wyższej, a lud pokazany jest w właśnie z tej wielkopańskiej perspektywy. To niezbyt dobre i prawdę powiedziawszy psuje ostateczny odbiór. Podobnie z doborem muzyki. Czasem służy ona do przerysowania pewnych wątków, nawet opowiada dobrą nutą chwilowe sytuacje komiczne, ale można by w drugim sezonie nad nią popracować.
Skoro nikomu nieznany serial hiszpański „Domek z papieru” osiągnął niespotyka ną dotychczas popularność, to warto kibicować serialowi zza miedzy. Od dłuższego czasu Rosjanie kręcą ciekawe filmy. Może czasem zalatujące bogoojczyźnianym schematem, ale chciałbym, aby chociaż rodzima produkcja zrobiła choć jeden film w tym stylu- bez Karolaka i całego tego dworu nudnych paździerzowych postaci.

Drugi człowiek-bliźnim

W ostatnim czasie pojawiło się wiele trudnych wypowiedzi medialnych wielkich „Ktosiów”. Oprócz tego, że zagarniają oni nam ostatnio coraz i tak mniejszą przestrzeń w ogóle, to jeszcze raczą nas wypocinami myśli i słów, co do których można mieć poważne wątpliwości. Jakie to wątpliwości? A no takie, że takim Ktosiom takie słowa są pisane. Ktoś to podpowiada. Dla mnie ważne jest to, że za tymi słowami chcę stanąć ja, sam, osobiście. Chcę być odpowiedzialny za myśl, słowo, które wypowiadam. Często tym wyznacznikiem jet moja wiara. I ona rzeczywiście gani grzeszne czyny. Nie odrzuca jednak człowieka, bo on jest drogą Kościoła, czyli także Chrystusa. Zachęcam , by iść za tym, co prawe i słuszne.
Tak to się ułożyło, że żyjemy w Polsce, gdzie w dyskusji dwóch Polaków są zawsze trzy opinie. Wieczne spory, oby nie po śmierci. Ze słowa Bliźni już łatwo przez zniewagę dotrzeć do słowa Blizny, które w nim pozostaną. Otwartość to nie tolerancja przegięć i nadużyć. W chrześcijaństwie mamy dążyć do spotkania Chrystusa w drugim człowieku.
Niech mi będzie jeszcze wolno powołać się na ważny dla mnie autorytet kapłański, jakim był sp. ks. Jan Kaczkowski. I choć go w latach kapłańskich już przeżyłem, (a podobno młody jeszcze jestem) to nadal inspirują mnie jego wypowiedzi, wywiady. Nie straciły na wartości. Nie pokryły się pajęczyną starości.
Oto te słowa:

Wykluczenie

Tak często jak chcielibyśmy kogoś wykluczyć z Kościoła, warto w tym miejscu przypomnieć sobie życie świętego Pawła. Życie Pawła Apostoła było nieustannym wzywaniem do nawrócenia. Było poszukiwaniem źródła i Miłości, która go przemieniła. Wszystko to może nas również dotknąć. Uczulić na właściwe postrzeganie drugiej osoby. Paweł musiał otworzyć się na Ananiasza, ale przecież on też był na liście do odstrzału. Paweł jechał do Damaszku zabijać. Dyszał grożą zabijania. W jednym momencie wszystko się zmieniło. Co więcej, później poszukuje go Barnaba i udaje się najpierw do jego rodzinnego Tarsu. Ale Paweł ma już inny dom, właściwie domy, bo tam spotyka się z chrześcijanami.
W tygodniu powołaniowym moja uwagę zwrócił ciekawy wpis pod jednym z artykułów. Sam artykuł nie za specjalny. Za to pod nim taki o to wpis:
Jeśli powiesicie Szawła nie będzie Pawła.
Może właśnie się nawracają?