Historia Boga zainteresowanego człowiekiem

Siedzę w Budowlance. Korytarz pełen ludzi. Znakomity tłum, wspaniali, modni, czasem jeszcze mający mleko pod nosem. Jedni spieszą, by się zinhalować na świeżym powietrzu. Wśród nich są tacy, którzy za Matką Dyrektor biegną na lekcje, drudzy, by je spisać. Spisać, no właśnie. Kalka, przepisanie, tak jest łatwiej. Dlaczego coś piszemy? Zapamiętać, zakodować. Spisanie może okazać się czymś , dającym fundament, oparcie. Jakże często lepiej od kogoś tak po prostu coś wziąć, zabrać. Uczynić swoim.
Patrzę na ten nasz budowlankowy korytarz. Ilu ludzi, tyle historii. Niepowtarzalnych, z własną historią nie do podrobienia. Nie trzeba ich przepisywać, nimi można się zachwycić.
Jak jednak to zrobić.
Wpadła mi taka myśl.
Opowiedzieć im historię Boga zainteresowania człowiekiem.

Start.
Na początku Bóg…
I zobaczył, że to było dobre…

Wzrok

Rozmowy kapłańskie bywają ubogacające. Wśród nich są takie, które próbują uzdrowić nasze duszpasterskie niedomagania. Dosyć często pada na nich, że przy ołtarzu jest pusto. Nie ma już za wielkiej ilości ministrantów i lektorów.
Pustki.
Tylko czy ci, którzy tak mówią, nie zauważyli, że nie ma też już za wielkiej rzeszy ludzi na kościele??
Z pustego to i Salomon nie naleje.
Podobne w dzisiejszej Ewangelii. Pośród różnych budynków, alejek i uliczek Pan Jezus zatrzymał się przy celi komorniczej Mateusza. Taki ówczesny kiosk Ruch – mało miejsca, a cel ten sam – ciągle coś przemienić w zysk.
I tak sobie myśl, że to można jedno i drugie przełożyć na wspólne myśli.
Skoro Pan Jezus poszukał człowieka w zabitej dechami komórce celnej i tylko wzrokiem przyciągnął Mateusza na drogę zbawienia, to może to uczynić z każdym z nas. To zadanie dla nas kapłanów, duszpasterzy.
Szukać
szukać
szukać.
Wyjść z celi

Scandalon

Usłyszałem takie zdanie: ” Im głębsza noc, tym bliżej świt”.
Mądre.
Daje dużo ciszy we mnie. Bo nad czym tu się zastanawiać. W nocy, późnej oczywiście, nie rozmawiasz, raczej twoje ciało już nie jest zdolne do wielkiego wysiłku. Szybciej do ciszy.
Po tym, co powiedział Piotr wśród uczniów, musiało być mnóstwo ciszy. Zamilkli. Słowem się nie odezwali.
Jeden Piotrek wypowiedział to, na co inni potrzebowali jeszcze wiele miesięcy.
Twardziel.
Tylko
coś się
potem wydarzyło
Scandalon
Proste greckie słowo, od którego mamy polskie „skandal”. Jeśli wyobrazisz sobie mały kamyczek w sandale, to to będzie scandalon. Coś uwierającego, czego nie można w żaden sposób zaakceptować, opierającego się a raczej ścierającego na pył wcześniejesze dobro. Bo scandalon to malutka skała. A Piotr został nazwany SKAŁĄ, OPOKĄ. Zamiast fantastycznego życia i fundamentu, na którym buduje się filary wiary…Piotr musiał wysypać na drogę swojego życia nie małą ilość skalistego prochu. Ale czy nie z prochu ziemi ulepił Bóg człowieka? Jak pokaże Ewangelia, uda się i z Nim. Ale na razie jest nie zły…skandal. „Nie przyjdzie to na Ciebie”- mówi Piotr. Nie teraz Piotrze, jeszcze nie. Ale tego pragnę. Już niedługo. I to też jest skandal.

Prawda

Jak ważne jest usłyszeć prawdę, nawet jeśli miałaby ona być trudna do przyjęcia. Jezus wyraźnie docenia w Cezarei Filipowej Piotra. W oczach Apostołów urasta do człowieka, na którym można polegać jak na Zawiszy.

Czyżby?
Piotr na wiele się odważył mówiąc, kim dla niego jest Jezus. Powiedział prawdę. Wiezry wtedy w nią. Tylko, że okazało się to czasowe. I to nie do niego na krzyżu powiedział Jezus – „dziś ze mną będziesz w raju”. Jedynie do prostego łotra, któremu wystarczyła chwila prawdy… o sobie.
Mocne.

Nowe idzie

No to zaczynam po długiej przerwie. Lecz dziś raczej od ciszy zacznę. Dla mnie coraz ważniejszego elementu tajmu, który spędzam każdego dnia, a nie muszę nikogo przekonywać, że czas nam ucieka. Jak piasek między palcami.
Dobrej lektury:

Cisza to nie unikanie hałasu. To uczenie się bycia z sobą

Odpocznij. Dziś w Ewangelii czytamy o pannach roztropnych, które czekają na Oblubieńca. Są Jego obecności spragnione, stęsknione. One wiedzą, że ta tęsknota może się w nich przedłużyć, dlatego są zaopatrzone w oliwę, paliwo mające dać poczucie nieustającej gotowości na nowe. Bo jak Oblubieniec nadejdzie, to już nie będzie siedzenia, czekania, tylko zaproszenie do pójścia.
Gotów?

Zjeść dobro – słowo na niedzielę

Pewnego dnia Elizeusz przechodził przez Szunem. Była tam kobieta bogata, która zawsze nakłaniała go do spożycia posiłku. Ilekroć więc przechodził, udawał się tam, by spożyć posiłek. Powiedziała ona do swego męża: Oto jestem przekonana, że świętym mężem Bożym jest ten, który ciągle do nas przychodzi. Przygotujmy mały pokój górny, obmurowany, i wstawmy tam dla niego łóżko, stół, krzesło i lampę. Kiedy przyjdzie do nas, to tam się uda. Gdy więc pewnego dnia Elizeusz tam przyszedł, udał się do górnego pokoju i tamże położył się do snu. Mówił dalej: Co więc można uczynić dla niej? Odpowiedział Gechazi: Niestety, ona nie ma syna, a mąż jej jest stary. Rzekł więc: Zawołaj ją! Zawołał ją i stanęła przed wejściem. I powiedział: O tej porze za rok będziesz pieściła syna. 2 Krl 4,8-11.14-16a

Zachwycające jest pierwsze czytanie! Tyle w nim domowych pieleszy, spokoju i ładu zwykłego pokoju, do którego chce się się wejść i spocząć. To tam czeka na Ciebie łóżko, stół, krzesło. Pewnie pachnie jakimś posiłkiem, którego zapach unosi się jeszcze w powietrzu. Choćby krzta, choćby niewielka nuta ziół czy przypraw.
Wszystko to, co powoduje odprężenie. Czytam ten fragment i następuje we mnie spokój, czyli według listu św. Pawła do Galatów – jeden z owoców Ducha świętego. Jeden, który może być zauważony natychmiast!
Tylko coś w tym fragmencie czytania jest inne, może nawet nie pasujące. Co takiego?
Wchodzący prorok jakby uciekał od tego, co ma powiedzieć. Ze strachu? Myślę, że nie. Centralnym punktem tego spotkania ma być posiłek. A przy nim mówimy sobie rzeczy najważniejsze. Dzielimy się dobrą informacją, także tym, co jest w nas niepokojące, nie poukładane, nie poskładane. Wspominamy nasz trud. Mamy komu to powiedzieć. Oby.
Tyle tylko, że czasem jakaś wiadomość nie jest łatwa do przekazania. Tutaj wydaje się ona cudowna, wręcz oczekiwana. A jednak Elizeusz nie rozpoznaje tego i pyta. Czego potrzebują?
Jak istotne jest to pytanie.
Czego potrzebujesz? Czego Ci brak?
Znasz już tę odpowiedź? Ta niedzielna liturgia może Ci w tym pomóc. Wejdź w nią. Zasmakuj, ponieważ słowami proroka Pan dziś mówi Ci: Zawołaj ją, zawołaj go!
Czego Ci brak? Czego potrzebujesz?

Kwadrans na kawę

(Mk 12,38-44)
Jezus nauczając rzesze mówił: Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok. Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie.

Wzrusza mnie zawsze fragment o wdowie.
I siedzący Pan Jezus obok skarbony. Ale sobie wybrał miejsce… Wszystko widzi i widzi, co wrzucają. Skarbona jest tak umiejscowiona, aby ją każdy widział. I odwrotnie. Każdy siedzący obok niej może zlustrować to całe miejsce przy wejściu do świątyni.
Wracając do wdowy. To musiał być piękna kobieta (duchowo oczywiście- domyślam się, ale nie neguję, że mogła owdowieć młodo). Pan Jezus zobaczył w niej całe jej piękno. Oddała wszystko, co miała, czyli dwa grosze!
To oczywiście tłumaczenie polskie. W grece użyta jest miara – kwadrans. Niewiele. Jakaś chwila, sposobność, by coś dobrego wydarzyło się nagle i zapadło w pamięć. Taka piętnastominutowa przerwa na przysłowiową kawkę.
Kwadrans.
Tak myślę sobie, że odprawiałem dziś Mszę św. 30 minut. To dwa kwadranse. Pan Bóg dał mi dziś więcej przynajmniej dwukrotnie niż ta miara w Ewangelii.
Jestem wdzięczny. Jak ta wdowa.

Trzynaście powodów

Przyzwyczaiłem się do tego, że zwykle jest jakiś 10 powodów czegoś. Oczywiście w wierze będzie to Dekalog, ale przy okazji różnych regulaminów ta liczba jest decydująca o zwycięstwie czy też o możliwości wypadku, utraty bądź zdobyciu dobrej żony/męża, itd. Popularne ostatnio strzały w tzw. dziesiątkę, zeszły na plan dalszy w mojej obecnej rzeczywistości po obejrzeniu ciekawego obrazu filmowego w formie serialu, pt. Trzynaście powodów. Rzeczona główna bohaterka popełnia samobójstwo (to nie spoiler, tak, znamy koniec od początku). Jednak każdy z trzynastu odcinków pokazuje sekwencję różnych wydarzeń, który miały na to mniejszy lub większy wpływ.
Hannah Bakker. Od taka zwykła nastolatka i jej nowa szkoła, czas, który w niej jest dany (jakieś 1,5 roku), przyjaciele, znajomi.
Czym mnie zainteresował? Wszystkim. A najbardziej, że cała zagadka jej śmierci, jest uwieczniona na taśmach analogowych, czyli po prostu na kasetach. Ciarki mnie przeszły, kiedy w pierwszym odcinku usłyszałem jej głos z… walkmanna. Taaak! Niesamowite. To moje czasy. Dziś wracamy do płyt winylowych, szukamy tego czegoś, co brzmi jakoś bardziej, mocniej, lepiej, a może czasem skrzypi tak oryginalnie.
Serial został mocno skrytykowany przez niektóre środowiska chrześcijańskie, że gloryfikuje samobójstwo, z czym zupełnie się nie zgadzam. Wystarczy spojrzeć, co nam się sprzedaje w zwykłych disneyowskich czy też pixarowych animacjach pod płaszczykiem iluzji ładnych historii czy niewątpliwie oryginalnej wersji scenariusza współczesnych „kreskówek”.

Trzynaście powodów to film trudny. Dla młodego widza nie będzie łatwo przebrnąć przez jakby nie było tylko mini-serial. On angażuje. A wiadomo dziś zaangażować młodzież niełatwo. Moim zdaniem to jest świetny film dla rodziców. A potwierdza to we mnie życie, jakie prowadzą są rodzice Hannah. Ze swojego doświadczenia wiem, że tak jest niestety w wielu domach.
Polecam serial. Obejrzyj, jeśli masz dzieci, obejrzyj, bo to nie popołudniowa moda na sukces, tylko wejście we wnętrze człowieka młodego, w którym decyzja o takim zakończeniu życia jest trudna do samego końca i wcale nie usprawiedliwia jej czynu.
To film o tym, jak wychowujemy dziś chłopców i jak nie radzimy sobie – z wydawać by się mogło, grzecznymi dziewczynami. To film o tym, jaką wolnością zostaliśmy obdarzeni i jak z nią można zacząć walczyć, tracąc energię, przełamując kolejną fale dziwacznych decyzji.

A na koniec: trzynaście powodów, by tego nie zrobić samemu z punktu widzenia chrześcijan.
po pierwsze J 3, 16
po wtóre Jr 29, 11
po trzecie 1 Kor 10, 13
po czwarte Ps 32, 8
po piąte Pwt 31, 6
po szóste Iz 43, 7
po siódme 1 P 5, 7
po ósme 2 Kor 1, 3-4
po dziewiąte Ps 55, 22
po dziesiąte Mk 11, 25
po jedenaste Rz 15, 13
po dwunaste Mt 7, 7
po trzynaste 1 Kor 3, 16-17
Amen

Woził wilk razy kilka

+

Dzień dobry świcie! Minęła Niedziela Dobrego Pasterza. Dziś nasuwa mi się wiele myśli związanych z naszym powołaniem, z jego rozwojem lub nie. Dużo pytań, nieco mnie odpowiedzi.
Jakimś światłem na tej drodze są myśli Benedykta XVI, pap. A mianowicie:
Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia duchowego. (…) nie jest wcale konieczne, aby kapłan był zorientowany we wszystkich aktualnych, zmiennych trendach; wierni oczekują od niego, że będzie raczej świadkiem odwiecznej mądrości, płynącej z objawionego Słowa. Dbanie o jakość osobistej modlitwy owocuje w życiu. W rzeczywistości osiąga się dojrzałość uczuciową, gdy serce lgnie do Boga. Chrystus potrzebuje kapłanów, którzy będą dojrzali, męscy, zdolni do praktykowania duchowego ojcostwa. Aby to nastąpiło, trzeba rzetelności wobec siebie.
A Papież Franciszek kontynuuje to i mówi: kapłan ma pachnieć swoimi wiernymi.

+

W tym kłębowisku myśli pojawia się takie światło, że są trzy kategorie księży:
duszpasterz
duś-pasterz
i pasterz (bez dusz)

p.s. kiedyś to rozwinę

+

Przejdź do paska narzędzi